Rozdział 6 3/3
Gdy tam doszłam myślałam, że oczy
wyskoczą mi z orbit, stał tam nie kto inny jak... Justin Bieber.
Postanowiłam zachować spokój i jak gdyby nigdy nic podeszłam do
kosza i wyrzuciłam strzykawkę. Umyłam ręce i spojrzałam w
lustro, zauważyłam że gwiazdor mi się przygląda gdy miałam się
zapytać dlaczego na mnie patrzy on zaczął mówić.
- Dlaczego to robisz?- nie rozumiejąc o co mu chodzi zmarszczyłam brwi
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi...
- No strzykawka, igła, impreza...?- dopiero teraz zrozumiałam jak mogło to wyglądać
- Nie ćpam jeśli o to ci chodzi.- odpowiedziałam
- To na co ci to wszystko?- zapytał
- Po prostu jestem chora- powiedziałam lekko zirytowana jego pytaniami
- Ohh, to najmocniej przepraszam trochę głupio wyszło- zaczął jeździć ręką po karku
- Nic nie szkodzi, już zdarzały mi się takie sytuacje...
- To może dasz się zaprosić na drinka, w ramach przeprosin oczywiście- uśmiechnął się łobuzersko
- Oczywiście, drink z samym Justinem Bieberem to zaszczyt- zaczęłam chichotać
- Dziękuje... tak właściwie to jak się nazywasz?
- A no tak nawet się nie przedstawiła- zrobiło mi się trochę głupio
- Nic nie szkodzi- powtórzył moje słowa
- Julia, Julia Perez- powiedziałam
- Ooo jak ładnie...- odpowiedziałam, a ja momentalnie się zarumieniłam
- To chodźmy już
Ruszyliśmy w stronę baru gdzie
zamówiłam wódkę z colą, a Bieber whisky. Rozejrzałam się do
około i ujrzałam wiele zazdrosnych dziewczyn, które patrzyły się
na mnie z mordem w oczach. Jak podejrzewałam były do fanki Justina,
podeszły do nas i zaczęły robić sobie z nim zdjęcia, prosić o
autografy. Gdy tylko od nas odeszły ja zachichotałam, a chłopak
popatrzył zdezorientowany na mnie.
- Co cię tak śmieszy?
- Czy ty wi-widziałeś te dziewczyny?- za jąkałam się przez śmiech
- No tak zwykłe Beliebers...
- Człowieku one aż się śliniły na twój widok, no ale wy faceci tego nie zauważacie...- powiedziałam do niego, na co sam się zaśmiał
- Nic dziwnego przecież jestem taki szekszi- wybuchłam śmiechem
- Proszę państwa poznajcie skromność Justina Biebera- teraz już razem nie mogliśmy się nie śmiać
- Dobra dość bo wszyscy się na nas patrzą- miał racje, dużo osób się nam przyglądało
Nagle zrobiło mi się słabo i gdyby
nie Justin- który mnie złapał- upadłabym na ziemie. Szybko
posadził mnie na krzesełku obok baru.
- Nic ci nie jest?- zapytał z troską
- Nie wszystko w porządku...
- Na pewno?
- Tak po prostu, brak powietrza do tego alkochol...
- To może pójdziemy przejść się brzegiem morza..?
- Nie chce zawracać ci głowy, powinieneś się bawić...
- Ale ja bardzo chętnie z tobą pójdę- powiedział na co się uśmiechnęłam i ruszyliśmy na spacer.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Uff, myślałam że nie dodam dzisiaj rozdziału ale się udało... :) Ten rozdział to kompletna katastrofa, ale musiałam wymyślić ich pierwsze spotkanie...
fajny czekam na nn :)
OdpowiedzUsuńPowiem jednym słowem... Te rozdziały mnie cholernie wciągają... Niecierpliwie czekam na następny rozdział ... :)
OdpowiedzUsuńStara rozdział cudny ;*
OdpowiedzUsuńswietne!
OdpowiedzUsuń