wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 8 2/2

Przeczytaj notkę pod rozdziałem


Rozdział 8 2/2
Pakując rzeczy do torby usłyszałam dzwoniący w mojej kurtce telefon. Szybko wyjęłam i ujrzałam na wyświetlaczu „ Mamusia”.
  • Hej mamo- powiedziałam na wstępie
  • Cześć kochanie mam do ciebie wielką prośbę. Mogłabyś odebrać Lily z przedszkola?- powiedziała w pośpiechu
  • No jasne nie ma problemu. O której mam tam być?- zapytałam
  • Na 15.00 naprawdę cię przepraszam ale utknęłam w korku i nie dam rady jej odebrać
  • Nie ma sprawy mamuś zaraz zamówię taxi i pojadę po nią.
  • Dziękuje ci bardzo dobrze kończę już. Kocham cię i dziękuję. Pa
  • Nie ma za co, ja też cię kocham.
Sprawdziłam na zegarek który wskazywał 14.27 szybko wszystko spakowałam do torby i wybiegłam z szatni informując Em że nie wracam z nią. Zadzwoniłam bo taxi, która mogła być dopiero za 30 minut. Nie możliwe że zdążyłabym odebrać siostrę. Nie wiedziałam co mam zrobić chodziłam zdenerwowana i gdy miałam zadzwonić do Michaela żeby po mnie przyjechał podszedł do mnie Justin.
  • Coś się stało?- spytał
  • Muszę odebrać siostrę z przedszkola, a taxi przyjedzie dopiero za pół godziny.- westchnęłam
  • Na jakiej ulicy?- ponownie zapytał
  • Na Devon Street- odpowiedziałam
  • Właśnie jadę odebrać swoją księżniczkę z tego samego przedszkola. Możemy jechać razem jeśli oczywiście chcesz.
  • Nie chce sprawiać ci kłopotu...
  • Przecież to żaden kłopot i tak tam jadę.
  • Naprawdę mógłbyś?
  • Naprawdę, i chodźmy bo się spóźnimy
Ruszyłam razem z Justinem do jego samochodu... Tego nie można nazwać samochodem to był jakiś statek kosmiczny. Zapytałam się co to jest na co on odparł Batmobile. Nie byłam pewna czy chce tym jechać nie dziwcie mi się doznałam mega szoku, pierwszy raz widziałam taki samochód na oczy. W końcu ruszyliśmy w drogę podczas której dużo rozmawialiśmy. Powiedziałam mu że Lily jest jego wielką fanką więc żeby się nie zdziwił jak się na niego rzuci. Opowiedziałam mu sytuacje która zdarzyła się przed moim meczem, o tym jak wszystkich wyganiała z domu bo może cię spotka. Za to on opowiedział trochę o tym jak wygląda jego kariera, jak przebiegają trasy itd. Byłam zaskoczona że praca muzyka jest tak wymagająca. Na pierwszy rzut oka to jest proste bo przecież śpiewanie to nic trudnego, a to są tylko pozory. Ciągle w trasie z dala od rodziny i przyjaciół. Koncert za koncertem, wszystkie przygotowania, układy taneczne, grafika. A jeśli już znajdzie się czas wolny trzeba go poświęcić na napisanie jakiegoś nowego kawałka. W końcu dojechaliśmy pod przedszkole, weszliśmy do środka gdzie się okazało że Lily i Jazzy chodzą do tej samej grupy. Weszliśmy do sali i zobaczyliśmy nasze księżniczki które razem się bawiły.
  • Chyba nasze siostry się zaprzyjaźniły- powiedział chłopak
  • Na to wygląda- w tym momencie dziewczynki nas zauważyły i od razu podbiegły
  • Julia!!!- Lily przybiegła i wskoczyła mi na ręce, widziałam że Jazzy zrobiła to samo w przypadku Justina
  • No hej mała- odpowiedziałam
  • Nie jestem mała!- oburzyła się
  • No wiem, wiem
  • Julia czy to jest Justin Bieber- zapytała szeptem
  • Tak to jest Justin Bieber- odpowiedziałam szeptem tylko tak żeby chłopak mógł mnie usłyszeć
  • Witam panią- ukłonił się Justin przed Lily na co ta zachichotała
  • Jaka pani? Jestem Lily- zaśmialiśmy się razem
  • A ja jestem Ju...- chciał odpowiedzieć ale mała mu przerwała
  • Tak wiem Justin Bieber ale super !!!- krzyknęła
  • No już lećcie bo swoje buciki- powiedziałam a dziewczynki pobiegły przebrać obuwie
Poszliśmy za nimi i doszliśmy do małych szafeczek. Widziałam jak Jazzy zakłada lewy sandałek na prawą nóżkę. Justin szperał coś w telefonie więc podeszłam do niej.
  • Może ci pomóc?- spytałam zabierając bucik z wkładając na drugą stopę
  • Dziękuję- zawstydziła się
  • Oj nie wstydź się. Jestem Julia a ty pewnie jesteś Jazzy prawda?
  • Tak, jesteś dziewczyną Justina?- spytała
  • Nie jestem jego koleżanką- odpowiedziałam lekko zszokowana w tym momencie podszedł do nas Justin i moja siostra
  • Dziewczyny idziemy na lody tu niedaleko jest mała kawiarenka?- zapytał chłopak
  • No nie wiem...- odpowiedziałam
  • Oj Julia zgódź się prosimy- powiedziały dziewczynki robiąc słodkie oczka
  • Ugh... Dobrze zgadzam się ale muszę zadzwonić do mamy...
  • Jej- krzyknęli wszyscy
Zadzwoniłam do mamy która nie od razu ale zgodziła się. Ruszyliśmy do kawiarenki pieszo ponieważ była bardzo blisko. Dziewczynki przez całą drogę się śmiały i wygłupiały. Z Justinem dogadywaliśmy się bardzo dobrze, tematy nam się nie kończyły. Wchodząc do środka uderzyło w nas chłodne powietrze przepełnione zapachami ciast, lodami, świeżo wyciśniętego soku. Zamówiliśmy po pucharku lodów i szklance soku. Usiedliśmy przy stoliku i zajadaliśmy się pysznymi smakołykami. W pewnym momencie Jazzy i Lily wzięły na paluszki po trochę bitej śmietany i umazały mnie i Justina na policzkach. Wpadliśmy w niepohamowany śmiech i odwdzięczyliśmy się tym samym naszym siostrzyczkom. Wszyscy wytarliśmy twarze w chusteczki i wróciliśmy do rozmowy. Wstałam chcąc iść do łazienki, ale zakręciło mi się w głowie i z powrotem usiadłam na krzesełku. Justin zaczął się martwić i pytać co się dzieje i wtedy przypomniało mi się że zapomniałam wziąć insulinę. Idąc do łazienki zabrałam dziewczynki żeby umyły buzie i rączki. Wchodząc do kabiny wyciągnęłam z torebki mój ekwipunek. Strzykawkę nabiłam lekiem, brzuch przemyłam wacikiem i podałam sobie insulinę. Wszystko schowałam a strzykawkę zawinęłam w folie i wyrzuciłam do kosza. Wróciłyśmy z łazienki i spacerkiem poszliśmy w stronę auta. Justin odwiózł nas pod dom. Gdy się żegnałam Lily podbiegła do Biebera z ulubioną płytą i flamastrem, ten się tylko uśmiechnął i podpisał się na 'krążku'. Wziął ją na ręcę a ta cmoknęła go w policzek. Pomachała Jazzy i pobiegła do domu. Ja przytuliłam szatyna mówiąc 'Do zobaczenia' i także weszłam do domu. Zamykając drzwi za sobą uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zjadłam obiad przy którym byłam 'nieobecna' bo ciągle myślałam o dzisiejszym dniu. Wieczorem wyszliśmy całą paczką do parku i wygłupialiśmy się do późna. W domu zmęczona weszłam pod prysznic myjąc tylko ciało bo włosy miałam umyte. Ubrałam bieliznę, spodenki i koszulkę Michaela w których zazwyczaj spałam. Położyłam się na łóżku na plecach patrząc w sufit. Moje rozmyślania na temat dzisiejszego dnia przerwał dźwięk przychodzącego esemesa.
Od Justin
„ Dzięki za dzisiejszy dzień. Było super, mam nadzieję że kiedyś to powtórzymy :) Dobranoc księżniczo :* „

Do Justin
„ Ja też dziękuję. Uwierz mi przy tych małych istotach będziemy 'zmuszeni' to powtórzyć :D Dobranoc :* „
I tak w świetnym humorze odpłynęłam do krainy Morfeusza.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------Myślałam że nie zdążę dodać ale udało się. Przepraszam że musieliście tyle czekać, ale rozumiecie święta ja byłam praktycznie cały czasz na wyjeździe. Mam nadzieję że pojawią się komentarze bo to bardzo motywuje do pisania. Obiecałam pewnej osobie że polecę jej bloga: http://opowiadanie-madness.blogspot.com/ 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Informacja

Dajcie follow! 
Blog ma założonego twittera i jest bardzo mało followersów i trochę to załamuje... Wiem że nie każdy ma twittera ale ci którzy go posiadają naprawdę dajcie follow. W komentarzach dajcie swoje nazwy a postaram się żeby wszystkim dać follow back :* 
@ISOI_FunFiction
@Belt_Time

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 8 1/2

Rozdział 8 1/2
Pov's Justin
Od tamtej imprezy nie mogę się na niczym skupić, ciągle w głowie mam tą dziewczynę- Julię. Ona jest idealna. Wygląd i charakter wszystko w niej jest idealne. Leżałem na łóżku i rozmyślałem o niej, gdy usłyszałem mojego przyjaciela- Ryana Butlera.
  • Siema stary!- krzyknął wchodząc do mojego pokoju
  • Yo bro!- odpowiedziałem
  • Idziemy pograć w kosza, szkolne boisko jest otwarte przez całe wakacje i dzisiaj jest jakiś trening panienek...- ostatnie słowa powiedział z łobuzerskim uśmiechem
  • Takiej okazji nie możemy przegapić
Ubrałem się w strój do gry i razem z moim kumplem poszliśmy w stronę szkoły. Wchodząc na boisko usłyszeliśmy chichoty z szatni- czyli dziewczęta już się przebierały. Usiedliśmy na trybunach, w samym rogu żeby żadna nastolatka aka moja fanka nas nie zaatakowała. Śmiechy były coraz głośniejsze i za drzwi wyłoniło się osiem pięknych dziewczyn. Od początku mi coś nie grało, przecież drużyna musi się składać z pięciu zawodniczek. Nie myśląc o tym dłużej skupiłem uwagę na rozgrywający się mecz. Po około godzinie gry, która już dobiegła końca po cichu zaczęliśmy schodzić z trybun. Gdy na boisku nie było żywej duszy, zaczęliśmy grać. Nagle do naszych uszu doszedł dźwięk dwóch głosów- damskich głosów. Na boisko weszła ONA z jak się nie mylę jej przyjaciółką.
  • Em nie wierzę ze spóźniłyśmy się na trening, jeszcze w życiu nie ominęłam treningu- powiedziała ONA, czyli Julia
  • Oj nie dramatyzuj przecież możemy pograć we dwie- odpowiedziała
  • Wiesz że nie lubię tak grać, minimum cztery osoby
  • To co idziemy do domu?
  • No chyba nie mamy wyjścia- odpowiedziała
  • Stary może zagramy z nimi?- zaproponował Ryan
  • No w sumie co nam szkodzi skopać te ich zgrabne tyłeczki?
  • No to dawaj idziemy- powiedzieliśmy podchodząc do dziewczyna
  • Hej może zagracie z nami?- zapytałem, odwróciły się i pewnie żadna z nich nie spodziewała się nas. Popatrzyły na siebie i się uśmiechnęły.
  • Co nam szkodzi skopać wam tyłki- powiedziała Julia
  • Kto komu skopie tyłki to skopie...
  • Będziemy tak stać i gadać czy zaczniemy grać?- westchnął Ryan
  • To o co gramy?- zapytałem
  • Hmm... Może ta para która przegra zabiera tą drugą na lody?- zaproponowała Emma
  • No ok- równo z Ryanem krzyknęliśmy
Pov's Julia

Dzisiaj z Emmą mieliśmy mieć pierwszy trening, umówiłyśmy się na 12.30 bo trening był na 13.00. Miałyśmy iść razem i to Em miała przyjść do mnie, za to ona twierdziła że miałam przyjść do niej. Jak chciałyśmy się do siebie dodzwonić to robiłyśmy to równocześnie i numery były zajęte. W końcu wysłałam jej esemesa z pytaniem czemu jej jeszcze u mnie nie ma i wyszło jak wyszło że na trening ruszyłyśmy o 13.20. Jak już doszłyśmy dziewczyny brały już prysznic i trening był już skończony. Weszłyśmy na boisko kłócąc się o to czyja to wina i gdy miałyśmy już iść do domu zatrzymał nas ON. Tak, tak właśnie ON, po raz drugi się spotykamy. Zaproponowali żebyśmy zagrali przeciwko sobie. Chłopcy zdjęli koszulki, a mi i Em od razu w oczach pojawiły się takie malutkie, ale podkreślam MALUTKIE iskierki. Widać że Ryan podobał się mojej przyjaciółce, bo ciągle się na niego gapiła, zresztą on nie był lepszy. Chłopcy zaczęli się śmiać gdy Em poprosiła ich żeby pociągli spodnie, ale po namowie zrobili to. Umówiłyśmy się że na początku damy im trochę fory, a po sygnale zaczniemy 'prawdziwą grę'. I się zaczęło, Justin z Ryanem zrobili kilka podań, zwodów i sztuczek i było już 8:2 dla nich. Puściłam Em oczko na znak że teraz zaczyna się zabawa. Kilka akcji i wyrównałyśmy wynik. Ostatnia piłka zdecydowała kto wygra mecz. Krzyknęłam nasze 'hasło'. Robiłyśmy to wtedy kiedy miałyśmy zrobić naszą popisową akcje. Podałam do niej i zaczęłyśmy biec w stronę ich kosza. Dostałam piłkę a przed mną pojawił się Justin, który próbował mnie zatrzymać. Kropelki potu z czoła kapały mu na tors co wyglądało bardzo pociągająco. Podałam do Em, ona rzuciła piłkę nad kosz ja w tym samym momencie wyskoczyłam i zrobiłam piękny wsad. Chłopakom szczęki opadły do ziemi, a my otrzepałyśmy 'kurz' z ramion. Zaczęłyśmy chichotać, nie zwracając na chłopców poszłyśmy wziąć prysznic.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------No to mamy następny rozdział... Proszę o komentarze ostatnio było już dobrze i znowu jest po 2... Komentujcie, wyrażajcie swoje zdanie, ja chce wiedzieć co robię źle, co poprawić itd.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 7

Rozdział 7
Obudziłam się, przez promienie słoneczne które dostały się do pokoju mojej przyjaciółki. Spojrzałam na zegarek na którym widniała godzina 9.13. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam że ja, Eva, Em śpimy w jednym łóżku. Niestety nigdzie nie widziałam Kelsey, która nie należała do rannych ptaszków. Powoli wstałam i podeszłam do torby z moimi ubraniami. Wyciągnęłam przygotowany wcześniej strój czyli białą koszule na ramiączkach, zwiewną błękitną spódnice do kostek, białe sandałki, kilka dodatków w kolorze niebieskim, okulary przeciwsłoneczne i bieliznę. Nie budziłam Evy bo znałam ten dom jak własny, dlatego udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, ściągając wcześniej ubrania i odkręciłam wodę. Ciepła ciecz rozluźniła moje mięśnie, wylałam na rękę jakiś szampon który był w kabinie i dokładnie umyłam włosy i ciało. Spłukałam pianę, wychodząc owinęłam się puchowym różowym ręcznikiem. Wytarłam się i wysuszyłam włosy. Na twarz założyłam trochę pudru, tuszu do rzęs i do tego błyszczyk. Ubrałam się i lekko podkręciłam końcówki i zostawiłam rozpuszczone włosy, tak jak mi radziła pewne osoba.
*Wspomnienie*
  • Może wykąpiemy się w oceanie?- zapytał Justin, gdy spacerowaliśmy przy brzegu
  • Oszalałeś, wiesz która jest godzina?- spojrzał na zegarek na swoim I-phonie
  • No 1.16...
  • I chcesz w środku nocy kąpać w oceanie?
  • No czemu nie...?- zapytał a widząc mój grymas zaczął mówić- Albo zrobimy inaczej...
  • Można jaśniej?- zapytałam lekko się chichotając
  • Wezmę cię na barana i wejdziemy razem a ty tylko zamoczysz nóżki...
  • No nie wiem, jakoś nie jestem przekonana...
  • No nie daj się prosić- nalegał
  • Och... No niech będzie, może zgłupiałam ale się zgadzam- zaczęłam się śmiać, a Jus razem ze mną
Ściągnęłam buty, spodenki i koszulkę, teraz się cieszyłam że założyłam strój kąpielowy. Jeszcze tylko włosy związałam gumką i byłam gotowa. Podniosłam wzrok i ujrzałam Biebsa w samych bokserkach. No trzeba mu przyznać że ciało miał boskie, jeszcze te tatuaże dodające temu wszystkiemu jeszcze więcej seksapilu. Spojrzał w moją stronę, a oczy momentalnie się rozjaśniły. Zaśmiałam się cicho i obeszłam go dookoła że się nawet nie zorientował. Wskoczyłam mu na plecy i dopiero się ocknął, łapiąc mnie żebym nie spadła. Lekki wiaterek musnął nasze twarze a na moich ustach pojawił się uśmiech.
  • Poczekaj chwileczkę...- powiedział Justin
  • Coś nie tak?- zapytałam. Postawił mnie na ziemi i zaszedł od tyłu. Złapał za gumkę do włosów i zsunął ją. W jednej chwili, wiatr 'porwał' moje włosy.
  • O wiele lepiej z rozpuszczonymi
*Koniec wspomnienia*
Gotowa wyszłam z łazienki i jak najciszej potrafiłam wyszłam z pokoju nie chcąc budzić moich przyjaciółek. Zeszłam do kuchni i postanowiłam zrobić naleśniki z owocami i czekoladą. Wyciągnęłam potrzebne składniki i zrobiłam ciasto. Patelnie rozgrzałam i zaczęłam piec. W międzyczasie nakryłam do stołu i w osobnych miseczkach postawiłam różnego rodzaju owoce i duży słoik nutteli. Smażąc ostatniego naleśnika usłyszałam stukanie po schodach.
  • Hejka wszystkim- powiedziałam z uśmiechem
  • Siema- mruknęli chłopcy
  • U zapiliście wczoraj co?- zapytałam
  • Weź mi nawet nie mów- odpowiedział Josh, a my z dziewczynami zachichotałyśmy
  • Proszę bardzo- powiedziałam stawiając przed każdym z chłopców tabletki i szklankę wody, wypili w mgnieniu oka.
Razem z dziewczynami zaparzyłyśmy mocne czarne kawy. Razem z naleśnikami zaniosłyśmy na stół.
  • Anioły nie kobiety- powiedzieli równocześnie
  • No jak miło...
  • No to teraz gadaj Julia- powiedziała Kels, gdy już usiadłyśmy
  • Ale o czym?- zapytałam nakładając naleśniki
  • No jak tam z tym, jak on tam miał... No dziewczyny jak on się nazywał...?- odezwała się Kelsey
  • No my nie możemy sobie przypomnieć.-Zaczęły grać głupie, a ja nadal nie wiedziałam o kogo im chodzi.
  • No mówcie wreszcie o co wam chodzi...- powiedziałam troszkę głośniej niż chciałam
  • O czym wy mówicie?- zapytał Michael
  • No bo twoja siostrzyczka na imprezie poszła na romantyczny spacer z pewnym chłopakiem...- powiedziała głupio się uśmiechając Emma, na co się uśmiechnęłam. Uderzyłam nogą dziewczyny pod stołem i pokazałam oczami że pogadamy jak będziemy same.
  • Z kim? Jak on się nazywa? Ile ma lat? Gdzie mieszka?- Zaczął mój nadopiekuńczy brat
  • Dzięki- mruknęłam cicho do dziewczyn- Z nikim nigdzie nie byłam, po prostu chciałam się przejść plażą i na chwilkę podszedł do mnie jakiś chłopak, ale chwile potem odszedł. Nie masz się o co martwić.
  • No to ma szczęście że tylko na moment- powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą że uwierzył w moje małe kłamstwo.
  • No a wracając do ciebie Kelsey, to gdzie się podziewałaś że rano cię nie było u nas w pokoju?- zapytałam, a ona z Michaelem wymienili spojrzenie- No nie gadaj że przespałaś się z moim bratem!?
  • Byliśmy pijani- odpowiedzieli razem, ja westchnęłam i skończyłam temat. 
Po skończonym posiłku chłopcy usiedli w salonie w zaczęli grać na x-boxie w COD*. Razem z dziewczynami posprzątałyśmy ze stołu, a naczynia włożyłyśmy do zmywarki. Udałyśmy się po schodach na górę i postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Wybrałyśmy „ Trzy metry nad ziemią” który każda z nas uwielbiała, nie ukrywając że główny aktor był mega przystojny. Nie mogłam się skupić na filmie bo ciągle myślałam o wczorajszym spotkaniu. On był idealny, pod każdym względem. Wygląd idealny: uśmiech, oczy, kości policzkowe, mięśnie, tatuaże które zdobiły jego idealne ciało i oczywiście włosy. Charakter idealny: zabawny i poważny w jednym, inteligenty, słodki, i wiele wiele innych przymiotników. Odleciałam totalnie, nawet nie zorientowałam się jak na ekranie telewizora pojawiły się napisy końcowe, a wszystkie pary oczy były skierowane na mnie patrzącą w okno. Z transu wybudziła mnie Eva która machała mi ręką przed twarzą.
  • Coś się stało?- zapytałam trochę oszołomiona
  • Mała totalnie odleciałaś- powiedziała Em
  • Sory, trochę się zamyśliłam
  • Dobra teraz już cię to nie ominie. Jak było na randce z Justinem Bieberem?-
  • To nie była żadna randka, po protu wyszliśmy na miły spacer.- odpowiedziałam
  • No niech będzie- powiedziała Kels bez przekonania- No to jak było na tym miłym spacerze- zaakcentowała ostatnie dwa słowa
  • No fajnie...- odpowiedziałam uśmiechając się
  • Wow to nam powiedziałaś! Może tak więcej szczegółów???
Opowiedziałam im całą historie oczywiście omijając moment omdlenia bo zaraz by się zamartwiały. One słuchały i ani słowem przez całą moją przemowę mi nie przerwały. Gdy już skończyłam opowiadać kończąc na tym że wymieniliśmy się numerami telefonu i buziakiem w policzek one siedziały tak dobre pięć minut z otwartymi buziami... Gdy już się otrząsnęły zeszłyśmy na dół i zamówiłyśmy dla nas i chłopców pizze. Przed 21.30 leżałam już czyściutka w swoim miękkim łóżeczku. Usłyszałam dźwięk przychodzącego esemesa, wzięłam telefon i odczytałam wiadomość.
Justin
„ Dobranoc księżniczko :* „

Zarumieniłam się i nie odpisując położyłam się na łóżku. Chwile później Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------*COD- Call Of Duty, strzelanka
Wow ! Najdłuższy rozdział jak do tej pory... Myślę że jest on całkiem niezły. Cały dzień go pisałam i myślę że się odwdzięczycie komentarzami. Miłego czytania :*

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 6 3/3

Rozdział 6 3/3
Gdy tam doszłam myślałam, że oczy wyskoczą mi z orbit, stał tam nie kto inny jak... Justin Bieber. Postanowiłam zachować spokój i jak gdyby nigdy nic podeszłam do kosza i wyrzuciłam strzykawkę. Umyłam ręce i spojrzałam w lustro, zauważyłam że gwiazdor mi się przygląda gdy miałam się zapytać dlaczego na mnie patrzy on zaczął mówić.
  • Dlaczego to robisz?- nie rozumiejąc o co mu chodzi zmarszczyłam brwi
  • Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi...
  • No strzykawka, igła, impreza...?- dopiero teraz zrozumiałam jak mogło to wyglądać
  • Nie ćpam jeśli o to ci chodzi.- odpowiedziałam
  • To na co ci to wszystko?- zapytał
  • Po prostu jestem chora- powiedziałam lekko zirytowana jego pytaniami
  • Ohh, to najmocniej przepraszam trochę głupio wyszło- zaczął jeździć ręką po karku
  • Nic nie szkodzi, już zdarzały mi się takie sytuacje...
  • To może dasz się zaprosić na drinka, w ramach przeprosin oczywiście- uśmiechnął się łobuzersko
  • Oczywiście, drink z samym Justinem Bieberem to zaszczyt- zaczęłam chichotać
  • Dziękuje... tak właściwie to jak się nazywasz?
  • A no tak nawet się nie przedstawiła- zrobiło mi się trochę głupio
  • Nic nie szkodzi- powtórzył moje słowa
  • Julia, Julia Perez- powiedziałam
  • Ooo jak ładnie...- odpowiedziałam, a ja momentalnie się zarumieniłam
  • To chodźmy już
Ruszyliśmy w stronę baru gdzie zamówiłam wódkę z colą, a Bieber whisky. Rozejrzałam się do około i ujrzałam wiele zazdrosnych dziewczyn, które patrzyły się na mnie z mordem w oczach. Jak podejrzewałam były do fanki Justina, podeszły do nas i zaczęły robić sobie z nim zdjęcia, prosić o autografy. Gdy tylko od nas odeszły ja zachichotałam, a chłopak popatrzył zdezorientowany na mnie.
  • Co cię tak śmieszy?
  • Czy ty wi-widziałeś te dziewczyny?- za jąkałam się przez śmiech
  • No tak zwykłe Beliebers...
  • Człowieku one aż się śliniły na twój widok, no ale wy faceci tego nie zauważacie...- powiedziałam do niego, na co sam się zaśmiał
  • Nic dziwnego przecież jestem taki szekszi- wybuchłam śmiechem
  • Proszę państwa poznajcie skromność Justina Biebera- teraz już razem nie mogliśmy się nie śmiać
  • Dobra dość bo wszyscy się na nas patrzą- miał racje, dużo osób się nam przyglądało
Nagle zrobiło mi się słabo i gdyby nie Justin- który mnie złapał- upadłabym na ziemie. Szybko posadził mnie na krzesełku obok baru.
  • Nic ci nie jest?- zapytał z troską
  • Nie wszystko w porządku...
  • Na pewno?
  • Tak po prostu, brak powietrza do tego alkochol...
  • To może pójdziemy przejść się brzegiem morza..?
  • Nie chce zawracać ci głowy, powinieneś się bawić...
  • Ale ja bardzo chętnie z tobą pójdę- powiedział na co się uśmiechnęłam i ruszyliśmy na spacer.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Uff, myślałam że nie dodam dzisiaj rozdziału ale się udało... :) Ten rozdział to kompletna katastrofa, ale musiałam wymyślić ich pierwsze spotkanie...

środa, 2 kwietnia 2014

Dziękuję

Wow ! Już ponad 500 wyświetleń... Jestem z Was dumna... I jest więcej komentarzy... <3 Jutro pojawi się następny rozdział... :*