Przeczytaj notkę pod rozdziałem
Rozdział 8 2/2
Pakując rzeczy
do torby usłyszałam dzwoniący w mojej kurtce telefon. Szybko
wyjęłam i ujrzałam na wyświetlaczu „ Mamusia”.
- Hej mamo- powiedziałam na wstępie
- Cześć kochanie mam do ciebie wielką prośbę. Mogłabyś odebrać Lily z przedszkola?- powiedziała w pośpiechu
- No jasne nie ma problemu. O której mam tam być?- zapytałam
- Na 15.00 naprawdę cię przepraszam ale utknęłam w korku i nie dam rady jej odebrać
- Nie ma sprawy mamuś zaraz zamówię taxi i pojadę po nią.
- Dziękuje ci bardzo dobrze kończę już. Kocham cię i dziękuję. Pa
- Nie ma za co, ja też cię kocham.
Sprawdziłam na
zegarek który wskazywał 14.27 szybko wszystko spakowałam do torby
i wybiegłam z szatni informując Em że nie wracam z nią.
Zadzwoniłam bo taxi, która mogła być dopiero za 30 minut. Nie
możliwe że zdążyłabym odebrać siostrę. Nie wiedziałam co mam
zrobić chodziłam zdenerwowana i gdy miałam zadzwonić do Michaela
żeby po mnie przyjechał podszedł do mnie Justin.
- Coś się stało?- spytał
- Muszę odebrać siostrę z przedszkola, a taxi przyjedzie dopiero za pół godziny.- westchnęłam
- Na jakiej ulicy?- ponownie zapytał
- Na Devon Street- odpowiedziałam
- Właśnie jadę odebrać swoją księżniczkę z tego samego przedszkola. Możemy jechać razem jeśli oczywiście chcesz.
- Nie chce sprawiać ci kłopotu...
- Przecież to żaden kłopot i tak tam jadę.
- Naprawdę mógłbyś?
- Naprawdę, i chodźmy bo się spóźnimy
Ruszyłam razem z
Justinem do jego samochodu... Tego nie można nazwać samochodem to
był jakiś statek kosmiczny. Zapytałam się co to jest na co on
odparł Batmobile. Nie byłam pewna czy chce tym jechać nie dziwcie
mi się doznałam mega szoku, pierwszy raz widziałam taki samochód
na oczy. W końcu ruszyliśmy w drogę podczas której dużo
rozmawialiśmy. Powiedziałam mu że Lily jest jego wielką fanką
więc żeby się nie zdziwił jak się na niego rzuci. Opowiedziałam
mu sytuacje która zdarzyła się przed moim meczem, o tym jak
wszystkich wyganiała z domu bo może cię spotka. Za to on
opowiedział trochę o tym jak wygląda jego kariera, jak przebiegają
trasy itd. Byłam zaskoczona że praca muzyka jest tak wymagająca.
Na pierwszy rzut oka to jest proste bo przecież śpiewanie to nic
trudnego, a to są tylko pozory. Ciągle w trasie z dala od rodziny i
przyjaciół. Koncert za koncertem, wszystkie przygotowania, układy
taneczne, grafika. A jeśli już znajdzie się czas wolny trzeba go
poświęcić na napisanie jakiegoś nowego kawałka. W końcu
dojechaliśmy pod przedszkole, weszliśmy do środka gdzie się
okazało że Lily i Jazzy chodzą do tej samej grupy. Weszliśmy do
sali i zobaczyliśmy nasze księżniczki które razem się bawiły.
- Chyba nasze siostry się zaprzyjaźniły- powiedział chłopak
- Na to wygląda- w tym momencie dziewczynki nas zauważyły i od razu podbiegły
- Julia!!!- Lily przybiegła i wskoczyła mi na ręce, widziałam że Jazzy zrobiła to samo w przypadku Justina
- No hej mała- odpowiedziałam
- Nie jestem mała!- oburzyła się
- No wiem, wiem
- Julia czy to jest Justin Bieber- zapytała szeptem
- Tak to jest Justin Bieber- odpowiedziałam szeptem tylko tak żeby chłopak mógł mnie usłyszeć
- Witam panią- ukłonił się Justin przed Lily na co ta zachichotała
- Jaka pani? Jestem Lily- zaśmialiśmy się razem
- A ja jestem Ju...- chciał odpowiedzieć ale mała mu przerwała
- Tak wiem Justin Bieber ale super !!!- krzyknęła
- No już lećcie bo swoje buciki- powiedziałam a dziewczynki pobiegły przebrać obuwie
Poszliśmy za nimi
i doszliśmy do małych szafeczek. Widziałam jak Jazzy zakłada lewy
sandałek na prawą nóżkę. Justin szperał coś w telefonie więc
podeszłam do niej.
- Może ci pomóc?- spytałam zabierając bucik z wkładając na drugą stopę
- Dziękuję- zawstydziła się
- Oj nie wstydź się. Jestem Julia a ty pewnie jesteś Jazzy prawda?
- Tak, jesteś dziewczyną Justina?- spytała
- Nie jestem jego koleżanką- odpowiedziałam lekko zszokowana w tym momencie podszedł do nas Justin i moja siostra
- Dziewczyny idziemy na lody tu niedaleko jest mała kawiarenka?- zapytał chłopak
- No nie wiem...- odpowiedziałam
- Oj Julia zgódź się prosimy- powiedziały dziewczynki robiąc słodkie oczka
- Ugh... Dobrze zgadzam się ale muszę zadzwonić do mamy...
- Jej- krzyknęli wszyscy
Zadzwoniłam do
mamy która nie od razu ale zgodziła się. Ruszyliśmy do kawiarenki
pieszo ponieważ była bardzo blisko. Dziewczynki przez całą drogę
się śmiały i wygłupiały. Z Justinem dogadywaliśmy się bardzo
dobrze, tematy nam się nie kończyły. Wchodząc do środka uderzyło
w nas chłodne powietrze przepełnione zapachami ciast, lodami,
świeżo wyciśniętego soku. Zamówiliśmy po pucharku lodów i
szklance soku. Usiedliśmy przy stoliku i zajadaliśmy się pysznymi
smakołykami. W pewnym momencie Jazzy i Lily wzięły na paluszki po
trochę bitej śmietany i umazały mnie i Justina na policzkach.
Wpadliśmy w niepohamowany śmiech i odwdzięczyliśmy się tym samym
naszym siostrzyczkom. Wszyscy wytarliśmy twarze w chusteczki i
wróciliśmy do rozmowy. Wstałam chcąc iść do łazienki, ale
zakręciło mi się w głowie i z powrotem usiadłam na krzesełku.
Justin zaczął się martwić i pytać co się dzieje i wtedy
przypomniało mi się że zapomniałam wziąć insulinę. Idąc do
łazienki zabrałam dziewczynki żeby umyły buzie i rączki.
Wchodząc do kabiny wyciągnęłam z torebki mój ekwipunek.
Strzykawkę nabiłam lekiem, brzuch przemyłam wacikiem i podałam
sobie insulinę. Wszystko schowałam a strzykawkę zawinęłam w
folie i wyrzuciłam do kosza. Wróciłyśmy z łazienki i spacerkiem
poszliśmy w stronę auta. Justin odwiózł nas pod dom. Gdy się
żegnałam Lily podbiegła do Biebera z ulubioną płytą i
flamastrem, ten się tylko uśmiechnął i podpisał się na
'krążku'. Wziął ją na ręcę a ta cmoknęła go w policzek.
Pomachała Jazzy i pobiegła do domu. Ja przytuliłam szatyna mówiąc
'Do zobaczenia' i także weszłam do domu. Zamykając drzwi za sobą
uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zjadłam obiad przy którym byłam
'nieobecna' bo ciągle myślałam o dzisiejszym dniu. Wieczorem
wyszliśmy całą paczką do parku i wygłupialiśmy się do późna.
W domu zmęczona weszłam pod prysznic myjąc tylko ciało bo włosy
miałam umyte. Ubrałam bieliznę, spodenki i koszulkę Michaela w
których zazwyczaj spałam. Położyłam się na łóżku na plecach
patrząc w sufit. Moje rozmyślania na temat dzisiejszego dnia
przerwał dźwięk przychodzącego esemesa.
Od Justin
„ Dzięki za
dzisiejszy dzień. Było super, mam nadzieję że kiedyś to
powtórzymy :) Dobranoc księżniczo :* „
Do Justin
„ Ja też
dziękuję. Uwierz mi przy tych małych istotach będziemy 'zmuszeni'
to powtórzyć :D Dobranoc :* „
I tak w świetnym
humorze odpłynęłam do krainy Morfeusza.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Myślałam że nie zdążę dodać ale udało się. Przepraszam że musieliście tyle czekać, ale rozumiecie święta ja byłam praktycznie cały czasz na wyjeździe. Mam nadzieję że pojawią się komentarze bo to bardzo motywuje do pisania. Obiecałam pewnej osobie że polecę jej bloga: http://opowiadanie-madness.blogspot.com/