sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 10

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem



Rozdział 10
Pov's Justin
Obudziłem się bardzo późno, bo spoglądając na zegarek ujrzałem 11.09. Powoli wstałem i poszedłem do garderoby wybrać strój do studia. Postawiłem na jasne jeansy z opuszczonym krokiem, biały T-shirt z dekoltem w tak zwaną literkę V i full-cap. Wchodząc do łazienki napisałem do Julii esemesa.
Do Julia:
Dzień dobry księżniczko :* Jak spałaś?”
Odłożyłem telefon na półkę i zamknąłem drzwi. Ściągnąłem bokserki i wszedłem do kabiny. Zimna woda szybko rozbudziła mój zaspany organizm. Sięgnąłem po szampon i namydliłem włosy oraz ciało, następnie szybko je spłukałem. Moje myśli szybko zaczęły krążyć wokół dzisiejszego spotkania. Mam nadzieję że wszystko pójdzie bo mojej myśli i efekt jaki jest zamierzony nastąpi. Nie wiem dlaczego, gdy tylko o niej pomyślałem uśmiech pojawił się na mojej twarzy, a żołądek zaczął wariować. Nigdy czegoś podobnego nie czułem i to jest coś nowego. Owinąłem błękitny ręcznik wokół bioder i wyszedłem na zimne płytki mojej łazienki. Dreszcz przeszedł przez moje ciało, dlatego szybko założyłem wcześniej przygotowane ubrania. Podszedłem do umywalki myjąc zęby, a następnie susząc i układając moje włosy. Po około 10 minutach gotowy wyszedłem z pokoju, udając się do kuchni gdzie siedziała już cała moja rodzinka. Zająłem miejsce obok mamy i Jazzy która wcinała już naleśniki. Cmoknąłem moją mamę w policzek i popatrzyłem na nią maślanymi oczkami.

  • Co chcesz?- zapytała
  • A czy ja muszę zawsze coś chcieć od mojej kochanej mamusi?
  • Justin znam cię 19 lat nie udawaj głupka tylko mów o co chodzi...
  • No może i coś bym chciał...- powiedziałem, a mama mnie ponagliła,a ja opowiedziałem jej nasz mały plan a ona słysząc go uśmiechała się coraz bardziej
  • A kim jest właściwie Julia?- chytry uśmieszek wtargnął na jej twarz
  • Koleżanką..- odpowiedziałem lekko speszony, spuszczając głowę na mój talerz na którym nie było już widać śladów naleśników.
  • Jula jest siostrą Lily- teraz głos zabrała najmłodsza
  • Ale proszę Jazzy nie wygadaj się..?
  • No dobrze- szepnęła gestykulując zamykanie buzi na kłódkę i wyrzuciła niewidzialny kluczyk.
    *Kilka godzin później*
    - Witam panie- przywitałem się gdy obydwie siostry wsiadły do samochodu
  • Cześć Justin- odpowiedziały, Lily zaraz porzuciła się w wir rozmowy z Jazmyn
    Prócz ich głosów w aucie panowała cisza, ale nie ta uciążliwa tylko przyjemna. Czasami przyłapywałem dziewczynę na spoglądaniu w moją stronę, ale udawałem że tego nie widzę. Tak słodko zagryzła dolną wargę swoich pulchnych ust, chętnie bym je musnął swoimi. O czym ja myślę? Spojrzeliśmy na siebie w tej samej chwili i nie odrywaliśmy wzroku dopóki pojazd za nami nie zaczął trąbić kiedy pojawiło się zielone światło. Julia odwróciła głowę w stronę szyby i mogłem dotrzeć niewielkie rumieńce. Uśmiechnąłem się delikatnie na ten widok i już w oddali ujrzałem wielki napis „ZOO”. Zaparkowałem na parkingu, a dziewczynki z tyłu już próbowały odpinać swoje foteliki. Pomogliśmy swoim siostrą i łapiąc je za rączki poszliśmy kupić bilety, Julia oczywiście chciała zapłacić, no ale jak to ja nie zgodziłem się i w momencie jej chwilowej nieuwagi podałem kasjerce pieniądze. Nie obyło się bez wykładu dziewczyny na temat tego że ona mogła zapłacić i zaproponowała, a wręcz zażądała żeby ona mogła zapłacić gdy będziemy w kawiarence. Zgodziłem się, ale tylko dla własnego spokoju. Ten wypad był naprawdę dobrym pomysłem. Uśmiech Lily i Jazzy był tak duży że aż nie da się go opisać. Gdy one biegały od małpek po słonie razem z Julią spokojnie przechadzaliśmy się nie spuszczając wzroku z sióstr. Tematy nam się nie kończyły, mówiliśmy o wszystkim a mi trudno było utrzymać nasz plan w sekrecie. No ale obiecałem im że się nie wygadam i byłem szczęśliwy że Jazmyn nie wspomniała nawet o tym. Miałem głęboką nadzieję że wszystko pójdzie po naszej myśli i Julia się nie zorientuje. Po prawie dwugodzinnym zwiedzaniu zoo zawołaliśmy dziewczynki a one z niechęcią poszły z nami w stronę kawiarni. Usiedliśmy w bardziej skrytej części sali na wypadek gdyby moi „przyjaciele” pojawili się. Byłem zaskoczony że do tej pory nie pojawili się ze swoimi wścibskimi aparatami. Nie myślcie że mam pretensje do ich zawodu, tylko czasami trafiają się tacy ludzie którzy za dobre zdjęcie potrafią obrażać i narażać życie innych. Podeszła do nas kelnerka, której na mój widok oczy się zaświeciły. Uśmiechnęła się do mnie, ale nie był zainteresowany.
  • Co podać?- zapytała
  • Poprosimy cztery pucharki lodów- odpowiedziałem patrząc na, dziewczynę ona tylko skinęłam głową
  • To wszystko?- dopytała cały czas flirtując ze mną
  • Jeszcze dwie szklanki soku jabłkowego i dwie pomarańczowego- Julia uśmiechnęła się szeroko, że zapamiętałem smak jej ulubionego soku
  • Dziękuję, za chwilę podam zamówienie- odeszła kręcąc biodrami na co na moją i Julii twarz wtargnął grymas.
    Po chwili dostaliśmy nasze zamówienia, nie obyło się bez flirtu „uroczej” kelnerki. Spojrzałem na nasze siostry które cały czas się śmiały, byłem bardzo zadowolony że mogłem im sprawić taką radość. Julia myślała o tym samym bo widziałem delikatny uśmiech, zdobiący jej buzię. Dopiero teraz zauważyłem jaka ona jest śliczna. Piękne, długie brązowe włosy do ramion. Oczy w kolorze ciemnego brązu, w których lśniły iskierki radości. Duże, pełne usta, aż chciałbym je pocałować. Chwila, chwila czy ja znowu o tym pomyślałem? Potrząsnąłem głową żeby wyrzucić z mojego umysłu wszystkie brudne myśli. Dopiero po chwili zorientowałem się jak głupio musiało to wyglądać, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. Dziewczynki skończyły już jeść, dlatego Julia wzięła je do łazienki, a ja dyskretnie zapłaciłem za wszystko. Wiem że będzie na mnie wściekła, ale ja mam swoje zasady których nie łamię i żadna kobieta będąc w moim towarzystwie nie będzie płacić. Wracając do stolika zauważyłem resztę jak wracają z łazienki. No i się zaczęło.
  • Chyba nie zapłaciłeś za nas?- zapytała z poważną miną
  • Może...- łobuzersko się uśmiechnąłem
  • Nie wiem co ci zaraz zrobię- wyrzucił ręce z frustracją na co się zaśmiałem
  • Oj nie denerwuj się. Wiesz złość piękności szkodzi
  • Nie denerwuj mnie już nawet...
  • Dobra, dobra jedziemy do ciebie po to nie koniec wycieczki- powiedziałem
  • Ale po co do mnie?- zapytała zdziwiona
  • Dowiesz się w swoim czasie- uśmiechnąłem się szeroko
    CZAS ZACZĄĆ DZIAŁAĆ!



    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Proszę skomentujcie ten rozdział... Choćby kropką, ale skomentujcie! Nie wymagam chyba tak wiele, nie piszę głupich tekstów typu jak będzie 10 komentarzy to napiszę rozdział, ale MEGA mi zależy na tym żeby wiedzieć ile Was jest... To by było na tyle... <3 Do następnego :***

środa, 4 czerwca 2014

Przeprosiny

Przepraszam że nie dodałam nic już MIESIĄC, ale u mnie strasznie dużo się dzieje. A mój mały wypadek wcale nie pomaga :/ Rozdział powinien pojawić się w przeciągu 2 tygodni :) I jeszcze raz BARDZO przepraszam :(

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 9

Czytasz, komentuj dla ciebie to 15 sekund, a dla mnie większa motywacja...

Rozdział 9
Obudziłam się dzięki mojemu „kochanemu” I-phonowi. Myślałam że to są żarty, przecież była DOPIERO 9.47, a to są przecież wakacje! Zignorowałam pierwsze połączenie, ale telefon nie przestawał dzwonić. Podniosłam się ospale i zerknęłam na ekran. Emma. Kocham ją ale jak tylko ją dorwę to będzie martwa.
  • Słucham cię moja najdroższa, kochana przyjaciółeczko- powiedziałam wkurzona
  • Obudziłam cię- prychnęłam na jej słowa- Wiem, wiem pewnie chcesz mnie teraz zabić, udusić i porozrzucać po śmietnikach.
  • Święta racja- od powiedziałam na co ona lekko zachichotała
  • Oj nie gniewaj się już. Nie dzwoniłabym gdyby to nie była taka ważna i pilna sprawa...
  • No to mów szybko...- od powiedziałam
  • No bo chciałabym ci tylko powiedzieć że dzisiaj nie idziemy do skyteparku, a pojutrze dopiero wieczorem się widzimy więc wiesz...
  • Ugh... To dobra ponudzę się sama, jakoś przeżyje...- od powiedziałam trochę zawiedziona
  • No przepraszam ale tak jakoś wyszło...
  • Dobra kończę zanim wzrośnie ochota rozszarpania cię i cała ta reszta planu jaki wymyśliłaś na uśmiercenie siebie- zaśmiałyśmy się obie z moich słów
  • Buziaczki skarbie, Pa
  • No pa...
Czułam że oni coś kręcą, bo jeszcze nigdy nie odwołali spotkania. Z garderoby wzięłam bieliznę i weszłam do łazienki. Weszłam do kabiny, umyłam dokładnie ciało i włosy. Szybki prysznic bardzo dobrze mi zrobił. Wodą tryskała już kilka minut a ja stałam w bezruchu i myślami cofałam się do wczorajszego wieczoru. Mimowolnie uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Koniecznie musimy to kiedyś powtórzyć i to jak najszybciej. Nie wiem co się ze mną działo, ale czułam taką jakby niteczkę która powstała między nami i nas przyciąga, a z każdym spotkaniem ta niteczka się pogrubia i skraca. Zakręciłam kran, wytarłam się w ręcznik i założyłam bieliznę. Wyciągnęłam suszarkę i powoli jednocześnie rozczesując niesforne kosmyki moich długich, brązowych włosów zaczęłam je suszyć. Na koniec związałam je w kitkę i końcówki mocno podkręciłam. Już w głowie miałam plan na dzisiejszy ubiór. Rzęsy delikatnie pomalowała tuszem, buźkę lekko przy pudrowałam i tanecznym krokiem pośpiewując sobie piosenkę zespołu 5SOS wyszłam nie zwracając uwagi na nic innego. Czułam się bardzo odważna i pewna siebie po ostatnim spotkaniu, nie wiem nawet czemu ale zaczynałam coraz bardziej wierzyć w siebie.
  • Nie wiedziałem że z mojej siostry jest taka dupa- usłyszałam za plecami kiedy chciałam wejść do garderoby. Zauważyłam Michaela siedzącego na fotelu przy biurku.
  • No wiesz ma się to coś- mrugnęłam mu przez ramie i kręcąc tyłkiem weszłam do mojego „królestwa”
  • Oj Juli kiedy ty się taka pewna zrobiłaś, hmm?- zapytał, a ja w tym czasie zakładałam jeansowe spodenki i biały T-shirt- Może ma z tym związek ten cały Bieber- mogłam wyczuć że szelmowsko się uśmiecha
  • Po pierwsze Justin ma imię, a po drugie nie wiem o czym mówisz..- zgrywałam głupią
  • Siostrzyczko mi możesz powiedzieć i tak cały świat już o tym wie- w tym momencie rozdzwonił się mój telefon
  • Że co proszę???- powiedziałam nieco głośniej niż chciałam i poszłam odebrać. Na ekranie widniał napis „Justin” Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Michael to zauważył i pośpiesznie wyszedł z pokoju. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i już po chwili usłyszałam jego anielski głos.
  • Cześć- powiedział nie pewnie, nie wiedziałam o co mu chodzi
  • Hej, dlaczego masz taki dziwny głos?
  • Ty jeszcze nic nie widziałaś?- zapytał po chwili ciszy
  • Ale czego, najpierw Michael teraz ty o co tu chodzi?
  • Przepraszam cię bardzo, ja naprawdę nie wiedziałem o tym...- zaczął przepraszać
  • Ja nadal nie wiem co się dzieje...
  • Wejdź na pierwszy lepszy portal plotkarski- powiedział zrezygnowany
Jak prosił tak też zrobiłam. Podeszłam do biurka i usiadłam na fotelu w międzyczasie włączając telefon na opcje głośnomówiącą. Szybkim ruchem otworzyłam laptopa i weszłam na pierwszą lepszą stronę. To co tam ujrzało zaskoczyło mnie i to bardzo. Wszędzie były moje zdjęcia i Justina z wczorajszego wypadu. Hamowałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem gdy ujrzałam te wszystkie nagłówki. „Czy Justin Bieber ma nową dziewczynę?” „ Czy to dlatego Justin wrócił do Kanady?” „Czy bożyszcz wszystkich nastolatek się zakochał?”
  • Ja naprawdę bardzo cię przepraszam, nie wiedziałem że nawet tu nie dadzą mi spokoju...
  • Ale za co ty mnie przepraszasz?- zapytałam lekko chichotając
  • Wiesz wszystkie dziewczyny jakie do tej pory spotkałem robiły pewnego sposobu wyrzuty za to że jest ich pełno w internecie.- od powiedział smutny
  • Oj przestań, chociaż przez jeden dzień mogę być taka... Hmm jak ty to mówisz...? Taka SWAG- powiedziałam na co on zaczął się śmiać
  • Uff... To dobrze że jesteś inna. Oczywiście w pozytywnym sensie- słychać było w jego głosie że jest bardzo zakłopotany
  • No przecież nic się nie stało, wiemy jaka jest prawda i tego się trzymajmy- usłyszałam jak Jazzy woła Justina i zaciekle o czymś z nią dyskutował, ale nie słyszałam o czym.
  • Julia, bo mam takie pytanie, czy razem z Lily poszłybyście z nami jutro do zoo?- zapytała słodkim głosem, a ja no cóż nie mogłam jej odmówić
  • No możemy tylko nie wiem czy Lily będzie chciała, pójdę ją spytać- mówiąc to wyszłam z mojego pokoju a weszłam do Lily. Zauważyłam moją siostrzyczkę która zawzięcie coś rysowała. Podeszłam do niej bliżej i dopiero teraz zwróciła na mnie uwagę.
  • Księżniczko może miałabyś ochotę iść ze mną, Justinem i Jazzy jutro do zoo?
  • Tak, tak bardzo bym chciała!- odpowiedziała z wielkim uśmiechem.
  • Ponownie poszłam do siebie. Jazzy podała telefon bratu i rozmawialiśmy jeszcze chwile. Między innym ustalaliśmy jutrzejsze plany. Biebs przyjedzie po nas o 15.30 i pojedziemy do zoo, a później do jakieś kawiarni. Leżałam tak na łóżku patrząc się w sufit, postanowiłam że dokończę moją piosenkę. Wzięłam zeszyt w którym był gotowy tekst, ołówek, usiadłam przy pianinie które stało w rogu mojego pokoju, wcześniej wkładając komórkę do tylnej kieszeni spodenek. Otworzyłam klapę instrumentu a notes położyłam na miejscu przeznaczonym dla niego. Gdy pierwszy raz przejechałam palcami po klawiszach do moich uszu doszedł czysty i idealny dźwięk. Podśpiewywałam słowa pisząc nuty w zeszycie. Przypomniałam sobie jak dawno tego nie robiłam. Uśmiech momentalnie wtargnął na moją twarz. Gdy już skończyłam muzykę zaczęłam od nowa grać dołączając śpiew.

The day I first met you
You told me you'd never fall in love
But now that I get you
I know fear is what it really was

Now here we are, so close
Yet so far, haven't I passed the test?
When will you relize 
Baby, I'm not like the rest

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to waste

So let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break

Oh, yeah yeah

On Sunday, you went home alone
There were tears in your eyes
I called your cell phone, my love
But you did not reply

The world is ours, if you want it
We can take it, if you just take my hand
There's no turning back now
Baby, try to understand

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to waste

So let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break
There's just so much you can take
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break

Oh, yeah yeah

When your lips are on my lips
Then our hearts beat as one
But you slip out of my fingertips
Every time you run, whoa

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to wait
So let me give your heart a break

Couse you've been hurt before
I can see it in your eyes
You try to smile it away
Some things you can't disguise
I don't wanna break your heart
Baby, I can ease the ache, the ache

So, let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break
There's just so much you can take
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break

Oh yeah,yeah

The day I first met you
You told me you'd never fall in love

Tłumaczenie:
W dniu, kiedy pierwszy raz cię spotkałam
Powiedziałeś mi, że nigdy byś się nie zakochał
Ale teraz, gdy cię zrozumiałam
Wiem, że strach jest tym o co naprawdę chodziło

Teraz jesteśmy tu, tak blisko
Jeszcze tak daleko, czy nie zdałam testu?
Kiedy uświadomisz sobie
Kochanie, nie jestem taka jak reszta

Nie chcę złamać Twojego serca
Chcę dać twojemu sercu przerwę
Wiem, że się boisz, że to jest niewłaściwe
Jakbyś mógł popełnić błąd
Jest tylko jedno życie do przeżycia
I nie ma czasu na czekanie, do zmarnowania

Więc pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Dać twojemu sercu przerwę
Pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Twojemu sercu przerwę

Oh, yeah yeah

W niedzielę wróciłeś do domu sam
W twoich oczach były łzy
Zadzwoniłam na twoją komórkę, kochanie
Ale nie odebrałeś

Świat jest nasz, jeśli zechcesz
Możemy go wziąć, jeśli po prostu chwycisz moją dłoń
Teraz nie ma odwrotu
Kochanie, spróbuj zrozumieć

Nie chcę złamać Twojego serca
Chcę dać Twojemu sercu przerwę
Wiem, że się bałeś, że to jest niewłaściwe
Że mógłbyś popełnić błąd
Jest tylko jedno życie do przeżycia
I nie ma czasu na czekanie, do zmarnowania

Więc pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Dać Twojemu sercu przerwę
Pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Twojemu sercu przerwę
Jest tak dużo, czego możesz znieść
Dać Twojemu sercu przerwę
Pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Twojemu sercu przerwę

Oh, yeah yeah 

Kiedy Twoje usta są na moich ustach
A nasze serca biją niczym jedno
Ale wymykasz mi się z palców
Za każdym razem uciekasz

Nie chcę złamać Twojego serca
Chcę dać Twojemu sercu przerwę
Wiem, że się bałeś, że to jest niewłaściwe
Że mógłbyś popełnić błąd
Jest tylko jedno życie do przeżycia
I nie ma czasu na czekanie, do zmarnowania
Więc pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę

Bo byłeś wcześniej zraniony
Mogę dostrzec to w Twoich oczach
Próbujesz zbyć to uśmiechem
Pewnych rzeczy nie da się zamaskować
Nie chcę złamać Twojego serca
Kochanie, mogę uśmierzyć ból, ból

Więc pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Dać Twojemu sercu przerwę
Pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Twojemu sercu przerwę
Jest tak dużo, czego możesz znieść
Dać Twojemu sercu przerwę
Pozwól mi dać Twojemu sercu przerwę
Twojemu sercu przerwę

Oh, yeah yeah

W dniu, kiedy pierwszy raz cię spotkałam
Powiedziałeś mi, że nigdy byś się nie zakochał

Śpiewałam tekst i zapomniałam o Bożym świecie. Nie zorientowałam się kiedy jedna samotna łza spłynęła mi po policzku. Dotarło do mnie wtedy że ta piosenka była pisana podczas związku z Mattem, a kończona wraz z końcem naszej historii. Wydałam ostanie dźwięk i usłyszałam brawa i śmiech za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Michaela z Lily na rękach, a obok nich stała moja mama.
  • Nie wiedziałem że masz taki głos Juli- powiedział mój brat
  • Kochany jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz- puściłam mu oczko
  • Córciu to było piękne- głos zabrała moja mama, a reszta jej przytaknęła
  • Oj tam nic nadzwyczajnego...
  • Nic nadzwyczajnego?- zapytał lekko zszokowany Michael- To było świetne, ty masz talent...
  • Ta zaraz talent- prychnęłam- Mamo co mamy na kolacje bo jestem strasznie głodna- umiejętnie zmieniłam temat na co wszyscy się zaśmiali
  • Za dwadzieścia minut będzie gotowe- odpowiedziała
  • Mamuś posprzątam i zejdę nakryć do stołu- po tych słowach wszyscy wyszli z mojego pokoju.
    Podeszłam do pianina i zatytułowałam piosenkęGive Your Heart a Break” Usłyszałam dźwięk kończącego się połączenia. Pospiesznie wyciągnęłam telefon i weszłam w listę połączeń i najnowszą pozycją była nazwa „Justin” Pomyślałam że on musiał słyszeć moją piosenkę, jejku to byłaby masakra. Taka gwiazda, światowego formatu słyszała takie „pianie”. Napisałam mu esemesa:
    Do Justin:
    Proszę powiedz że nie słyszałeś jak śpiewam...
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, to co przeczytałam zwaliło mnie z nóg.
Od Justin:
Słyszałem od początku do końca, mało tego nagrałem to i zastanawiam się nad wrzuceniem tego do internetu :) Masz śliczny głos i wielki talent :*
Do Justin:
Proszę cię, śpiewam jak jakiś kogut :D Ale naprawdę ci się podobało?
Od Justin:
Naprawdę. Jeszcze ta piosenka nigdy wcześniej jej nie słyszałem, a jest po prostu świetna.
Do Justin:
Zaskoczeniem byłoby gdybyś ją słyszał dopiero dzisiaj skończyłam ją pisać :)
Od Justin:
To jest twoja piosenka ?! Teraz jestem w WIELKIM szoku :O
Do Justin:
Dziękuję :* Muszę kończyć, do jutra.
Od Justin:
Już nie mogę się doczekać, pa :*

Z uśmiechem na twarzy zeszłam na dół do mamy. Pomogłam jej przy obiedzie i przy okazji powiedziałam że zabieram Lily jutro do zoo. Zdziwiło mnie to że moja mama o nic nie pytała a to było bardo podejrzane. Wiedziałam że oni coś kombinują, najpierw Em i ten jej telefon, potem niespodziewany wypad z Justinem i na koniec mama która nie zadaje pytań. Razem z Michaelem i przy małej pomocy Lily posprzątaliśmy po obiedzie, żeby mama mogła chwilę odpocząć. Dużo rozmawiałam z Michaelem, mówiłam mu że podejrzanie się wszyscy zachowują a on się tylko zaśmiał. Wiedziałam że on też coś przed mną ukrywa. Po skończonej pracy mama ucałowała nas w policzki i podziękowała. Poszłam na górę do siebie, wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku. Zalogowałam się na twittera i myślałam że mi oczy z orbit wyjdą gdy zobaczyłam że zaczęło mnie obserwować prawie 2 miliony osób! Podejrzewałam że związek z tym ma Justin. Weszłam w interakcje i nie myliłam się- Justin dodał moją piosenkę. Dodałam twitta „Wow! @justinbieber Myślałam że żartowałeś z tą piosenką. Szok i to wielki. Dziękuję za takie pozytywne opinie :*” Dałam jeszcze szybko kilka follow back, bo zaczęło do mnie pisać mnóstwo ludzi. Dostałam esemesa od Justina.
Od Justin:
I jak podoba ci się? Ludziom to się wyraźnie spodobało :D”
Do Justin:
Bardzo ci dziękuję, ja chyba nie odważyłabym się tego wrzucić.”
Od Justin:
Taki talent nie może się zmarnować, ale o tym kiedy indziej. Co robisz?”
Do Justin:
A teraz włączyłam tryb „ewakuacja twitter” :D Nawet nie śniłam że może być aż taki wielki szum wokół jednej piosenki!”
Od Justin:
To teraz pomyśl... Ja mam dziesięciokrotnie więcej tego.”
Do Justin:
No to nie źle... A ty co robisz?”
W tym czasie przyszła Lily i poprosiła mnie czy nie obejrzymy razem filmu „Believe”. Zgodziłam się bo jeszcze go nie oglądałam. Już na samym początku zaczęłam się śmiać z jego przemowy na temat wąsa. Strasznie mnie wciągnął ten film, że nie zauważyłam a Lily usnęła wtulona we mnie. Nie dziwię się jej była już 21.24 a to jak na nią późno. Przeniosłam ją do jej pokoiku, całując ją w czółko i cichutko zamykając drzwi poszłam do siebie. Położyłam się na łóżku i oglądałam dalej film. Zapomniałam o tym że pisałam z Justinem i szybko chwyciłam telefon do ręki sprawdzając skrzynkę pocztową, miałam dwie nowe wiadomości. Wszystkie były od Biebera, otworzyłam pierwszą.
Od Justin:
A ja sobie siedzę i patrzę jak nagraliśmy film z najprzystojniejszym facetem jaki chodzi po tej ziemi. Nie wiem może znasz Bieber, Justin Bieber kojarzysz?”
Od Justin:
Czyli nie kojarzysz? :'( A jest taki piękny...”
Do Justin:
Przepraszam że nie odpisałam ale razem z siostrą też oglądałyśmy film z jakimś Justinem Bieberem. Ci powiem że całkiem ładny on jest :) Ale mógłbyś zgolić koperek- jak to mówi Lily- bo ładniej ci bez niego :)”
Od Justin:
Haha :D Nie zgolę go bo wtedy czuję się nie męski :/”
Do Justin:
Rozumiem, ale większość Belieberek chce żebyś go zgolił bo wtedy wyglądasz ładniej :)”
Od Justin:
Rozważę to. A tymczasem idę spać i ty też bo przed jutrem musisz nabrać sił. Dobranoc :*”
Do Justin:
Dobranoc :*”

Odłożyłam telefon i poszłam do garderoby. Wzięłam bieliznę, koszulkę Michaela i poszłam do łazienki. Ściągnęłam ubrania i wrzuciłam ją do kosza na brudy. Weszłam pod prysznic i odkręciłam ciepłą wodę, która od razu mnie rozluźniła mnie. Bo tak długim dniu to było jak zbawienie. Byłam strasznie zmęczona dlatego szybko umyłam się przypadkowym żelem i wyszłam otulając się puchatym ręcznikiem. Założyłam moją „pidżamę” o ile można tak nazwać koszulkę i bieliznę. Podeszłam do biurka odłożyć laptop, przy okazji zerknęłam na kalendarz i dopiero teraz zorientowałam się że jutro są moje urodziny. Szeroko się uśmiechnęłam i położyłam do łóżka. Nie trzeba było długo czekać żeby pochłonął mnie długi i głęboki sen...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------Przepraszam że tak długo nie było rozdziału, ale po prostu ostatnio za dużo się dzieję... Proszę o komentarze pod ostatnim był TYLKO jeden a na ilość wejść to jest bardzo mało... Miłego czytania :*

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 8 2/2

Przeczytaj notkę pod rozdziałem


Rozdział 8 2/2
Pakując rzeczy do torby usłyszałam dzwoniący w mojej kurtce telefon. Szybko wyjęłam i ujrzałam na wyświetlaczu „ Mamusia”.
  • Hej mamo- powiedziałam na wstępie
  • Cześć kochanie mam do ciebie wielką prośbę. Mogłabyś odebrać Lily z przedszkola?- powiedziała w pośpiechu
  • No jasne nie ma problemu. O której mam tam być?- zapytałam
  • Na 15.00 naprawdę cię przepraszam ale utknęłam w korku i nie dam rady jej odebrać
  • Nie ma sprawy mamuś zaraz zamówię taxi i pojadę po nią.
  • Dziękuje ci bardzo dobrze kończę już. Kocham cię i dziękuję. Pa
  • Nie ma za co, ja też cię kocham.
Sprawdziłam na zegarek który wskazywał 14.27 szybko wszystko spakowałam do torby i wybiegłam z szatni informując Em że nie wracam z nią. Zadzwoniłam bo taxi, która mogła być dopiero za 30 minut. Nie możliwe że zdążyłabym odebrać siostrę. Nie wiedziałam co mam zrobić chodziłam zdenerwowana i gdy miałam zadzwonić do Michaela żeby po mnie przyjechał podszedł do mnie Justin.
  • Coś się stało?- spytał
  • Muszę odebrać siostrę z przedszkola, a taxi przyjedzie dopiero za pół godziny.- westchnęłam
  • Na jakiej ulicy?- ponownie zapytał
  • Na Devon Street- odpowiedziałam
  • Właśnie jadę odebrać swoją księżniczkę z tego samego przedszkola. Możemy jechać razem jeśli oczywiście chcesz.
  • Nie chce sprawiać ci kłopotu...
  • Przecież to żaden kłopot i tak tam jadę.
  • Naprawdę mógłbyś?
  • Naprawdę, i chodźmy bo się spóźnimy
Ruszyłam razem z Justinem do jego samochodu... Tego nie można nazwać samochodem to był jakiś statek kosmiczny. Zapytałam się co to jest na co on odparł Batmobile. Nie byłam pewna czy chce tym jechać nie dziwcie mi się doznałam mega szoku, pierwszy raz widziałam taki samochód na oczy. W końcu ruszyliśmy w drogę podczas której dużo rozmawialiśmy. Powiedziałam mu że Lily jest jego wielką fanką więc żeby się nie zdziwił jak się na niego rzuci. Opowiedziałam mu sytuacje która zdarzyła się przed moim meczem, o tym jak wszystkich wyganiała z domu bo może cię spotka. Za to on opowiedział trochę o tym jak wygląda jego kariera, jak przebiegają trasy itd. Byłam zaskoczona że praca muzyka jest tak wymagająca. Na pierwszy rzut oka to jest proste bo przecież śpiewanie to nic trudnego, a to są tylko pozory. Ciągle w trasie z dala od rodziny i przyjaciół. Koncert za koncertem, wszystkie przygotowania, układy taneczne, grafika. A jeśli już znajdzie się czas wolny trzeba go poświęcić na napisanie jakiegoś nowego kawałka. W końcu dojechaliśmy pod przedszkole, weszliśmy do środka gdzie się okazało że Lily i Jazzy chodzą do tej samej grupy. Weszliśmy do sali i zobaczyliśmy nasze księżniczki które razem się bawiły.
  • Chyba nasze siostry się zaprzyjaźniły- powiedział chłopak
  • Na to wygląda- w tym momencie dziewczynki nas zauważyły i od razu podbiegły
  • Julia!!!- Lily przybiegła i wskoczyła mi na ręce, widziałam że Jazzy zrobiła to samo w przypadku Justina
  • No hej mała- odpowiedziałam
  • Nie jestem mała!- oburzyła się
  • No wiem, wiem
  • Julia czy to jest Justin Bieber- zapytała szeptem
  • Tak to jest Justin Bieber- odpowiedziałam szeptem tylko tak żeby chłopak mógł mnie usłyszeć
  • Witam panią- ukłonił się Justin przed Lily na co ta zachichotała
  • Jaka pani? Jestem Lily- zaśmialiśmy się razem
  • A ja jestem Ju...- chciał odpowiedzieć ale mała mu przerwała
  • Tak wiem Justin Bieber ale super !!!- krzyknęła
  • No już lećcie bo swoje buciki- powiedziałam a dziewczynki pobiegły przebrać obuwie
Poszliśmy za nimi i doszliśmy do małych szafeczek. Widziałam jak Jazzy zakłada lewy sandałek na prawą nóżkę. Justin szperał coś w telefonie więc podeszłam do niej.
  • Może ci pomóc?- spytałam zabierając bucik z wkładając na drugą stopę
  • Dziękuję- zawstydziła się
  • Oj nie wstydź się. Jestem Julia a ty pewnie jesteś Jazzy prawda?
  • Tak, jesteś dziewczyną Justina?- spytała
  • Nie jestem jego koleżanką- odpowiedziałam lekko zszokowana w tym momencie podszedł do nas Justin i moja siostra
  • Dziewczyny idziemy na lody tu niedaleko jest mała kawiarenka?- zapytał chłopak
  • No nie wiem...- odpowiedziałam
  • Oj Julia zgódź się prosimy- powiedziały dziewczynki robiąc słodkie oczka
  • Ugh... Dobrze zgadzam się ale muszę zadzwonić do mamy...
  • Jej- krzyknęli wszyscy
Zadzwoniłam do mamy która nie od razu ale zgodziła się. Ruszyliśmy do kawiarenki pieszo ponieważ była bardzo blisko. Dziewczynki przez całą drogę się śmiały i wygłupiały. Z Justinem dogadywaliśmy się bardzo dobrze, tematy nam się nie kończyły. Wchodząc do środka uderzyło w nas chłodne powietrze przepełnione zapachami ciast, lodami, świeżo wyciśniętego soku. Zamówiliśmy po pucharku lodów i szklance soku. Usiedliśmy przy stoliku i zajadaliśmy się pysznymi smakołykami. W pewnym momencie Jazzy i Lily wzięły na paluszki po trochę bitej śmietany i umazały mnie i Justina na policzkach. Wpadliśmy w niepohamowany śmiech i odwdzięczyliśmy się tym samym naszym siostrzyczkom. Wszyscy wytarliśmy twarze w chusteczki i wróciliśmy do rozmowy. Wstałam chcąc iść do łazienki, ale zakręciło mi się w głowie i z powrotem usiadłam na krzesełku. Justin zaczął się martwić i pytać co się dzieje i wtedy przypomniało mi się że zapomniałam wziąć insulinę. Idąc do łazienki zabrałam dziewczynki żeby umyły buzie i rączki. Wchodząc do kabiny wyciągnęłam z torebki mój ekwipunek. Strzykawkę nabiłam lekiem, brzuch przemyłam wacikiem i podałam sobie insulinę. Wszystko schowałam a strzykawkę zawinęłam w folie i wyrzuciłam do kosza. Wróciłyśmy z łazienki i spacerkiem poszliśmy w stronę auta. Justin odwiózł nas pod dom. Gdy się żegnałam Lily podbiegła do Biebera z ulubioną płytą i flamastrem, ten się tylko uśmiechnął i podpisał się na 'krążku'. Wziął ją na ręcę a ta cmoknęła go w policzek. Pomachała Jazzy i pobiegła do domu. Ja przytuliłam szatyna mówiąc 'Do zobaczenia' i także weszłam do domu. Zamykając drzwi za sobą uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zjadłam obiad przy którym byłam 'nieobecna' bo ciągle myślałam o dzisiejszym dniu. Wieczorem wyszliśmy całą paczką do parku i wygłupialiśmy się do późna. W domu zmęczona weszłam pod prysznic myjąc tylko ciało bo włosy miałam umyte. Ubrałam bieliznę, spodenki i koszulkę Michaela w których zazwyczaj spałam. Położyłam się na łóżku na plecach patrząc w sufit. Moje rozmyślania na temat dzisiejszego dnia przerwał dźwięk przychodzącego esemesa.
Od Justin
„ Dzięki za dzisiejszy dzień. Było super, mam nadzieję że kiedyś to powtórzymy :) Dobranoc księżniczo :* „

Do Justin
„ Ja też dziękuję. Uwierz mi przy tych małych istotach będziemy 'zmuszeni' to powtórzyć :D Dobranoc :* „
I tak w świetnym humorze odpłynęłam do krainy Morfeusza.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------Myślałam że nie zdążę dodać ale udało się. Przepraszam że musieliście tyle czekać, ale rozumiecie święta ja byłam praktycznie cały czasz na wyjeździe. Mam nadzieję że pojawią się komentarze bo to bardzo motywuje do pisania. Obiecałam pewnej osobie że polecę jej bloga: http://opowiadanie-madness.blogspot.com/ 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Informacja

Dajcie follow! 
Blog ma założonego twittera i jest bardzo mało followersów i trochę to załamuje... Wiem że nie każdy ma twittera ale ci którzy go posiadają naprawdę dajcie follow. W komentarzach dajcie swoje nazwy a postaram się żeby wszystkim dać follow back :* 
@ISOI_FunFiction
@Belt_Time

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 8 1/2

Rozdział 8 1/2
Pov's Justin
Od tamtej imprezy nie mogę się na niczym skupić, ciągle w głowie mam tą dziewczynę- Julię. Ona jest idealna. Wygląd i charakter wszystko w niej jest idealne. Leżałem na łóżku i rozmyślałem o niej, gdy usłyszałem mojego przyjaciela- Ryana Butlera.
  • Siema stary!- krzyknął wchodząc do mojego pokoju
  • Yo bro!- odpowiedziałem
  • Idziemy pograć w kosza, szkolne boisko jest otwarte przez całe wakacje i dzisiaj jest jakiś trening panienek...- ostatnie słowa powiedział z łobuzerskim uśmiechem
  • Takiej okazji nie możemy przegapić
Ubrałem się w strój do gry i razem z moim kumplem poszliśmy w stronę szkoły. Wchodząc na boisko usłyszeliśmy chichoty z szatni- czyli dziewczęta już się przebierały. Usiedliśmy na trybunach, w samym rogu żeby żadna nastolatka aka moja fanka nas nie zaatakowała. Śmiechy były coraz głośniejsze i za drzwi wyłoniło się osiem pięknych dziewczyn. Od początku mi coś nie grało, przecież drużyna musi się składać z pięciu zawodniczek. Nie myśląc o tym dłużej skupiłem uwagę na rozgrywający się mecz. Po około godzinie gry, która już dobiegła końca po cichu zaczęliśmy schodzić z trybun. Gdy na boisku nie było żywej duszy, zaczęliśmy grać. Nagle do naszych uszu doszedł dźwięk dwóch głosów- damskich głosów. Na boisko weszła ONA z jak się nie mylę jej przyjaciółką.
  • Em nie wierzę ze spóźniłyśmy się na trening, jeszcze w życiu nie ominęłam treningu- powiedziała ONA, czyli Julia
  • Oj nie dramatyzuj przecież możemy pograć we dwie- odpowiedziała
  • Wiesz że nie lubię tak grać, minimum cztery osoby
  • To co idziemy do domu?
  • No chyba nie mamy wyjścia- odpowiedziała
  • Stary może zagramy z nimi?- zaproponował Ryan
  • No w sumie co nam szkodzi skopać te ich zgrabne tyłeczki?
  • No to dawaj idziemy- powiedzieliśmy podchodząc do dziewczyna
  • Hej może zagracie z nami?- zapytałem, odwróciły się i pewnie żadna z nich nie spodziewała się nas. Popatrzyły na siebie i się uśmiechnęły.
  • Co nam szkodzi skopać wam tyłki- powiedziała Julia
  • Kto komu skopie tyłki to skopie...
  • Będziemy tak stać i gadać czy zaczniemy grać?- westchnął Ryan
  • To o co gramy?- zapytałem
  • Hmm... Może ta para która przegra zabiera tą drugą na lody?- zaproponowała Emma
  • No ok- równo z Ryanem krzyknęliśmy
Pov's Julia

Dzisiaj z Emmą mieliśmy mieć pierwszy trening, umówiłyśmy się na 12.30 bo trening był na 13.00. Miałyśmy iść razem i to Em miała przyjść do mnie, za to ona twierdziła że miałam przyjść do niej. Jak chciałyśmy się do siebie dodzwonić to robiłyśmy to równocześnie i numery były zajęte. W końcu wysłałam jej esemesa z pytaniem czemu jej jeszcze u mnie nie ma i wyszło jak wyszło że na trening ruszyłyśmy o 13.20. Jak już doszłyśmy dziewczyny brały już prysznic i trening był już skończony. Weszłyśmy na boisko kłócąc się o to czyja to wina i gdy miałyśmy już iść do domu zatrzymał nas ON. Tak, tak właśnie ON, po raz drugi się spotykamy. Zaproponowali żebyśmy zagrali przeciwko sobie. Chłopcy zdjęli koszulki, a mi i Em od razu w oczach pojawiły się takie malutkie, ale podkreślam MALUTKIE iskierki. Widać że Ryan podobał się mojej przyjaciółce, bo ciągle się na niego gapiła, zresztą on nie był lepszy. Chłopcy zaczęli się śmiać gdy Em poprosiła ich żeby pociągli spodnie, ale po namowie zrobili to. Umówiłyśmy się że na początku damy im trochę fory, a po sygnale zaczniemy 'prawdziwą grę'. I się zaczęło, Justin z Ryanem zrobili kilka podań, zwodów i sztuczek i było już 8:2 dla nich. Puściłam Em oczko na znak że teraz zaczyna się zabawa. Kilka akcji i wyrównałyśmy wynik. Ostatnia piłka zdecydowała kto wygra mecz. Krzyknęłam nasze 'hasło'. Robiłyśmy to wtedy kiedy miałyśmy zrobić naszą popisową akcje. Podałam do niej i zaczęłyśmy biec w stronę ich kosza. Dostałam piłkę a przed mną pojawił się Justin, który próbował mnie zatrzymać. Kropelki potu z czoła kapały mu na tors co wyglądało bardzo pociągająco. Podałam do Em, ona rzuciła piłkę nad kosz ja w tym samym momencie wyskoczyłam i zrobiłam piękny wsad. Chłopakom szczęki opadły do ziemi, a my otrzepałyśmy 'kurz' z ramion. Zaczęłyśmy chichotać, nie zwracając na chłopców poszłyśmy wziąć prysznic.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------No to mamy następny rozdział... Proszę o komentarze ostatnio było już dobrze i znowu jest po 2... Komentujcie, wyrażajcie swoje zdanie, ja chce wiedzieć co robię źle, co poprawić itd.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 7

Rozdział 7
Obudziłam się, przez promienie słoneczne które dostały się do pokoju mojej przyjaciółki. Spojrzałam na zegarek na którym widniała godzina 9.13. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam że ja, Eva, Em śpimy w jednym łóżku. Niestety nigdzie nie widziałam Kelsey, która nie należała do rannych ptaszków. Powoli wstałam i podeszłam do torby z moimi ubraniami. Wyciągnęłam przygotowany wcześniej strój czyli białą koszule na ramiączkach, zwiewną błękitną spódnice do kostek, białe sandałki, kilka dodatków w kolorze niebieskim, okulary przeciwsłoneczne i bieliznę. Nie budziłam Evy bo znałam ten dom jak własny, dlatego udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, ściągając wcześniej ubrania i odkręciłam wodę. Ciepła ciecz rozluźniła moje mięśnie, wylałam na rękę jakiś szampon który był w kabinie i dokładnie umyłam włosy i ciało. Spłukałam pianę, wychodząc owinęłam się puchowym różowym ręcznikiem. Wytarłam się i wysuszyłam włosy. Na twarz założyłam trochę pudru, tuszu do rzęs i do tego błyszczyk. Ubrałam się i lekko podkręciłam końcówki i zostawiłam rozpuszczone włosy, tak jak mi radziła pewne osoba.
*Wspomnienie*
  • Może wykąpiemy się w oceanie?- zapytał Justin, gdy spacerowaliśmy przy brzegu
  • Oszalałeś, wiesz która jest godzina?- spojrzał na zegarek na swoim I-phonie
  • No 1.16...
  • I chcesz w środku nocy kąpać w oceanie?
  • No czemu nie...?- zapytał a widząc mój grymas zaczął mówić- Albo zrobimy inaczej...
  • Można jaśniej?- zapytałam lekko się chichotając
  • Wezmę cię na barana i wejdziemy razem a ty tylko zamoczysz nóżki...
  • No nie wiem, jakoś nie jestem przekonana...
  • No nie daj się prosić- nalegał
  • Och... No niech będzie, może zgłupiałam ale się zgadzam- zaczęłam się śmiać, a Jus razem ze mną
Ściągnęłam buty, spodenki i koszulkę, teraz się cieszyłam że założyłam strój kąpielowy. Jeszcze tylko włosy związałam gumką i byłam gotowa. Podniosłam wzrok i ujrzałam Biebsa w samych bokserkach. No trzeba mu przyznać że ciało miał boskie, jeszcze te tatuaże dodające temu wszystkiemu jeszcze więcej seksapilu. Spojrzał w moją stronę, a oczy momentalnie się rozjaśniły. Zaśmiałam się cicho i obeszłam go dookoła że się nawet nie zorientował. Wskoczyłam mu na plecy i dopiero się ocknął, łapiąc mnie żebym nie spadła. Lekki wiaterek musnął nasze twarze a na moich ustach pojawił się uśmiech.
  • Poczekaj chwileczkę...- powiedział Justin
  • Coś nie tak?- zapytałam. Postawił mnie na ziemi i zaszedł od tyłu. Złapał za gumkę do włosów i zsunął ją. W jednej chwili, wiatr 'porwał' moje włosy.
  • O wiele lepiej z rozpuszczonymi
*Koniec wspomnienia*
Gotowa wyszłam z łazienki i jak najciszej potrafiłam wyszłam z pokoju nie chcąc budzić moich przyjaciółek. Zeszłam do kuchni i postanowiłam zrobić naleśniki z owocami i czekoladą. Wyciągnęłam potrzebne składniki i zrobiłam ciasto. Patelnie rozgrzałam i zaczęłam piec. W międzyczasie nakryłam do stołu i w osobnych miseczkach postawiłam różnego rodzaju owoce i duży słoik nutteli. Smażąc ostatniego naleśnika usłyszałam stukanie po schodach.
  • Hejka wszystkim- powiedziałam z uśmiechem
  • Siema- mruknęli chłopcy
  • U zapiliście wczoraj co?- zapytałam
  • Weź mi nawet nie mów- odpowiedział Josh, a my z dziewczynami zachichotałyśmy
  • Proszę bardzo- powiedziałam stawiając przed każdym z chłopców tabletki i szklankę wody, wypili w mgnieniu oka.
Razem z dziewczynami zaparzyłyśmy mocne czarne kawy. Razem z naleśnikami zaniosłyśmy na stół.
  • Anioły nie kobiety- powiedzieli równocześnie
  • No jak miło...
  • No to teraz gadaj Julia- powiedziała Kels, gdy już usiadłyśmy
  • Ale o czym?- zapytałam nakładając naleśniki
  • No jak tam z tym, jak on tam miał... No dziewczyny jak on się nazywał...?- odezwała się Kelsey
  • No my nie możemy sobie przypomnieć.-Zaczęły grać głupie, a ja nadal nie wiedziałam o kogo im chodzi.
  • No mówcie wreszcie o co wam chodzi...- powiedziałam troszkę głośniej niż chciałam
  • O czym wy mówicie?- zapytał Michael
  • No bo twoja siostrzyczka na imprezie poszła na romantyczny spacer z pewnym chłopakiem...- powiedziała głupio się uśmiechając Emma, na co się uśmiechnęłam. Uderzyłam nogą dziewczyny pod stołem i pokazałam oczami że pogadamy jak będziemy same.
  • Z kim? Jak on się nazywa? Ile ma lat? Gdzie mieszka?- Zaczął mój nadopiekuńczy brat
  • Dzięki- mruknęłam cicho do dziewczyn- Z nikim nigdzie nie byłam, po prostu chciałam się przejść plażą i na chwilkę podszedł do mnie jakiś chłopak, ale chwile potem odszedł. Nie masz się o co martwić.
  • No to ma szczęście że tylko na moment- powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą że uwierzył w moje małe kłamstwo.
  • No a wracając do ciebie Kelsey, to gdzie się podziewałaś że rano cię nie było u nas w pokoju?- zapytałam, a ona z Michaelem wymienili spojrzenie- No nie gadaj że przespałaś się z moim bratem!?
  • Byliśmy pijani- odpowiedzieli razem, ja westchnęłam i skończyłam temat. 
Po skończonym posiłku chłopcy usiedli w salonie w zaczęli grać na x-boxie w COD*. Razem z dziewczynami posprzątałyśmy ze stołu, a naczynia włożyłyśmy do zmywarki. Udałyśmy się po schodach na górę i postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Wybrałyśmy „ Trzy metry nad ziemią” który każda z nas uwielbiała, nie ukrywając że główny aktor był mega przystojny. Nie mogłam się skupić na filmie bo ciągle myślałam o wczorajszym spotkaniu. On był idealny, pod każdym względem. Wygląd idealny: uśmiech, oczy, kości policzkowe, mięśnie, tatuaże które zdobiły jego idealne ciało i oczywiście włosy. Charakter idealny: zabawny i poważny w jednym, inteligenty, słodki, i wiele wiele innych przymiotników. Odleciałam totalnie, nawet nie zorientowałam się jak na ekranie telewizora pojawiły się napisy końcowe, a wszystkie pary oczy były skierowane na mnie patrzącą w okno. Z transu wybudziła mnie Eva która machała mi ręką przed twarzą.
  • Coś się stało?- zapytałam trochę oszołomiona
  • Mała totalnie odleciałaś- powiedziała Em
  • Sory, trochę się zamyśliłam
  • Dobra teraz już cię to nie ominie. Jak było na randce z Justinem Bieberem?-
  • To nie była żadna randka, po protu wyszliśmy na miły spacer.- odpowiedziałam
  • No niech będzie- powiedziała Kels bez przekonania- No to jak było na tym miłym spacerze- zaakcentowała ostatnie dwa słowa
  • No fajnie...- odpowiedziałam uśmiechając się
  • Wow to nam powiedziałaś! Może tak więcej szczegółów???
Opowiedziałam im całą historie oczywiście omijając moment omdlenia bo zaraz by się zamartwiały. One słuchały i ani słowem przez całą moją przemowę mi nie przerwały. Gdy już skończyłam opowiadać kończąc na tym że wymieniliśmy się numerami telefonu i buziakiem w policzek one siedziały tak dobre pięć minut z otwartymi buziami... Gdy już się otrząsnęły zeszłyśmy na dół i zamówiłyśmy dla nas i chłopców pizze. Przed 21.30 leżałam już czyściutka w swoim miękkim łóżeczku. Usłyszałam dźwięk przychodzącego esemesa, wzięłam telefon i odczytałam wiadomość.
Justin
„ Dobranoc księżniczko :* „

Zarumieniłam się i nie odpisując położyłam się na łóżku. Chwile później Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------*COD- Call Of Duty, strzelanka
Wow ! Najdłuższy rozdział jak do tej pory... Myślę że jest on całkiem niezły. Cały dzień go pisałam i myślę że się odwdzięczycie komentarzami. Miłego czytania :*